Gdzie jestem dziś?

Tydzień 2: Akceptacja, która prowadzi mnie z powrotem do siebie

Kolejny tydzień, lista zadań, codzienność zapełniona automatycznym działaniem. Z zewnątrz wszystko może wyglądać zwyczajnie. A w środku, pod powierzchnią świadomości – coś zaczyna się dziać. Czujesz potrzebę, by ruszyć z miejsca. Zmienić coś.

Nie chodzi już o to, by iść szybciej. Ani o to, by koniecznie wiedzieć, co dalej.

Drugi tydzień naszych spotkań był o czymś innym: o zatrzymaniu się. O zagubieniu, które potrafi być drogowskazem. O akceptacji, która nie jest zgodą na bylejakość, tylko pierwszym krokiem ku łagodnej zmianie. I o słuchaniu – ale takim naprawdę. Z poziomu serca, nie głowy.

Czasem trzeba się zatrzymać, zgubić, a nawet zawahać – żeby wreszcie naprawdę usłyszeć siebie.

W tym tygodniu powrót do siebie zaczął się od prostego pytania:

„Gdzie jestem dziś?”

Bez pośpiechu. Bez presji. Tylko cisza, uważność i łagodna akceptacja tego, co jest. Bez planu na naprawę siebie. Po prostu z ciekawością i łagodnością. Bo tylko, gdy jesteśmy gotowe spotkać się ze sobą tu i teraz, możemy w ogóle zacząć wracać.

Później przyszła zgoda na zagubienie. Może gubimy się… tylko po to, by nareszcie trafić do siebie. Może nie warto z tym walczyć?

A co jeśli to część drogi? Czasem właśnie ta najważniejsza.

W poniedziałek, gdy wracałam do domu zmęczona po pracy, myślami jeszcze w zadaniach. I nagle – cisza. Popołudniowe światło na gałęziach, zapach dymu z komina, głośne gęganie gęsi przykuły moją uwagę. Zatrzymałam się na chwilę przy wielkim dębie obok sąsiadów. I przez moment po prostu byłam. Tu i teraz. Nie analizując, nie planując.

Taka zwykła chwila. A jednak coś się w niej domknęło. Albo może – otworzyło?

W świecie, który oczekuje ciągłej gotowości, konkretnego celu i mapy z legendą – my pozwoliłyśmy sobie nie wiedzieć. Zgubić się. Nie po to, by się zadręczać – tylko po to, by siebie odnaleźć. Na nowo.

A Ty – kiedy ostatnio się zgubiłaś?

W środę zatrzymałyśmy się przy słowie: akceptacja.
Nie tej pozornej, która oznacza poddanie. Tej prawdziwej – która zaczyna się od „Widzę Cię”. Bez warunków. Bez poprawiania siebie. Bez lęku, że to niewystarczające.

Na koniec – dotyk serca.
Pytanie, które nie płynie z obowiązku, tylko z pragnienia:

„Czy jestem tu, gdzie chcę być?”

Bo to właśnie serce bywa naszym najczulszym kompasem. Tyle że potrzebuje ciszy, żebyśmy mogły je usłyszeć.

Po pierwszym wpisie jedna z Czytelniczek napisała do mnie w prywatnej wiadomości: „Nie wiem, jak wracać. Nie umiem się zatrzymać”.

To dało mi do myślenia. Słowa długo towarzyszyły mi przy codziennych obowiązkach. Aż pojawiło się zrozumienie. Przecież – to właśnie w tym „nie wiem” zaczyna się powrót. Nie od gotowej odpowiedzi. Właśnie od pozwolenia sobie, by nie wiedzieć. Od czułości dla siebie, tej, która się pogubiła.

I może… od tego, że nie jesteś sama?

Bo kiedy jedna z nas wraca do siebie, toruje też ścieżkę innym. Taka jest siła kobiecego wsparcia – cicha, ale głęboka. Niewidoczna jak korzenie, a jednak podtrzymująca całe drzewo.
Jeśli masz ochotę, zajrzyj też do tekstu o kobiecym kręgu – o siostrzeństwie, które może być dla nas bezpiecznym miejscem powrotu.

Nie musisz mieć odpowiedzi na wszystko. Nie musisz jeszcze wiedzieć, dokąd idziesz.
Ale możesz wiedzieć, gdzie jesteś. Możesz się zatrzymać. Odłożyć bagaż.
Oddychać.
I może… właśnie dziś to wystarczy?

Spotkajmy się za tydzień – znów będziemy wracać. Do siebie, do tego, co ważne, do wewnętrznego spokoju.

Jeśli masz dziś chwilę – usiądź w ciszy. Zapytaj siebie, bez oczekiwań i przymusu:

„Co dziś woła we mnie o ciszę?”

Nie musisz tego zapisywać. Po prostu posłuchaj. Czasem wystarczy zauważyć – żeby zacząć wracać.

A jeśli chcesz podzielić się ze mną swoimi przemyśleniami – z wdzięcznością przeczytam Twój komentarz lub wiadomość.

Z serdecznością
Joanna

PS: Jeżeli to Twój pierwszy wpis z cyklu „Powroty do siebie”, możesz zacząć od początku: https://joannastrzelecka.pl/kim-jestem-dzis/

🕊️ Ważne słowo na koniec:
Ta przestrzeń powstała z potrzeby harmonii i wzajemnego szacunku. Komentarze są moderowane – nie publikuję treści, które ranią, dzielą, obrażają lub sieją niezgodę. Dziękuję, że pomagasz mi współtworzyć to miejsce z łagodnością. 💛

Zostaw komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Wymagane pola są oznaczone *

Przewijanie do góry